Order Orła Białego dla Ślązaka

W sobotę 5 maja w Ambasadzie RP przy Stolicy Apostolskiej otrzymał go ukochany biskup Polonii abp Szczepan Wesoły

zdjęcie: Roman Koszowski/Foto Gość

ks. Rafał Skitek/Gość Niedzielny

2018-05-05

O takim człowieku mówi się „obywatel świata”. W kategoriach narodowych – gorący patriota, kościelnych – niestrudzony pielgrzym w poszukiwaniu zagubionych, a w kategoriach politycznych – ambasador Polski w najlepszym tego słowa znaczeniu – tak powiedział o nim przed kilkoma laty ks. prof. Jerzy Myszor.

PRZECZYTAJ GRATULACJE KSIĘDZA ARCYBISKUPA WIKTORA SKWORCA

Psuć się od dołu

Jego życie i posługa biskupia są wyjątkowe. Nie miał pałacu biskupiego i kurii ani księży podlegających jego jurysdykcji. Nie znał nawet dokładnej liczby swoich podopiecznych. Latał za nimi po całym świecie. I pewnie dlatego jako biskup bardziej znany jest wśród polskiej emigracji niż w swej ojczyźnie.

Zwykł mawiać, że lepiej, jak człowiek psuje się od dołu niż od góry. Obecny stan zdrowia nie pozwala mu już ani na dalekie podróże samolotem ani na długie spacery po Rzymie. Szkoda, że już nie można na niego natrafić przy Circo Massimo czy rzymskim Koloseum z zaciśniętym w pięści różańcem. Jeszcze niedawno przy ostrym słońcu cień jego przygarbionej sylwetki odbijał się na antycznych zabudowaniach Wiecznego Miasta.

W niemieckiej armii

Przed ponad 20 lat był rektorem kościoła św. Stanisława przy Via Botteghe Oscure w Rzymie. Zawsze dużo czytał. Bacznie śledził bieżące wydarzenia z życia Kościoła.

Z podróży po świecie przywiózł wiele książek, które dziś stanowią niezwykłą kolekcję. Dość powiedzieć, że w swojej prywatnej bibliotece zgromadził ok. 6 tys. publikacji, najczęściej pochodzących z wydawnictw polonijnych. Kilka lat temu cały zbiór przekazał Bibliotece Teologicznej Uniwersytetu Śląskiego. Jak przyznaje ks. prof. Myszor, księgozbiór ten stanowi „jeden z najcenniejszych fragmentów Biblioteki Teologicznej i pozwala na otwarcie nowych kierunków badań nad emigracją polską w XX wieku”.

Abp Szczepan Wesoły urodził się 16 października 1926 roku w Katowicach. Dokładnie tego dnia, tyle że 52 lata później na Stolicę Piotrową wybrano kard. Karola Wojtyłę. Jego ojciec zmarł podczas wojny. Matka sama musiała wychować trójkę nastoletnich synów. Już w wieku 17 lat został wywieziony na roboty przymusowe i wcielony do niemieckiej armii. „Wzięli nas do niemieckiego wojska. Najpierw brata, potem mnie” – wspomina. „Niemcy brali wszystkich, bo przegrywali wojnę. Baliśmy się strasznie, a dla matki to była ostateczna tragedia. Jak wzięli brata, mogłem teoretycznie uciec do Generalnej Guberni, ale mama zostałaby z naszym najmłodszym bratem, wówczas trzynastoletnim. W najlepszym wypadku zabraliby jej zasiłek, w najgorszym wysłali do Auschwitz. Moja ucieczka przed niemieckim wojskiem nie wchodziła więc w grę”.

Kapłan i biskup

Decyzja o kapłaństwie dojrzewała w nim stopniowo. Przed wojną był ministrantem. Służąc w 2. Korpusie Polskim, spotkał pochodzącego ze Śląska biskupa polowego Józefa Gawlinę. Pomagał wówczas przy organizowaniu nabożeństw. Po kilku latach pracy fizycznej w Anglii zdecydował się pójść drogą powołania. W 1950 r. wstąpił do jezuickiego kolegium „Campion House” pod Londynem. Tam uzupełnił średnie wykształcenie. Do kapłaństwa mógł przygotowywać się w Paryżu lub w Rzymie. Wybrał Wieczne Miasto. Żeby zarobić na podróż, przez miesiąc musiał pracować w fabryce cukierków w Halifaksie. Rok później, 15 września 1951 roku, zamieszkał w Papieskim Kolegium Polskim w Rzymie. Przebywał tam do 1957 roku. Razem z nim w kolegium przygotowywali się do kapłaństwa inni emigranci, wszyscy po trudnych doświadczeniach wojennych. Wśród nich był m.in. Adam Kocur, przedwojenny prezydent Katowic. Święceń prezbiteratu udzielił Szczepanowi Wesołemu 28 października 1956 r. kardynał Valerio Valeri, prefekt Kongregacji ds. Zakonów.

Po święceniach na prośbę biskupa polowego Józefa Gawliny pozostał w Rzymie. Redagował wówczas polskie wydawnictwa jubileuszowe związane z tysiącleciem chrztu Polski.

Ciągłość i zmiana

Biskupem został mianowany w 1968 roku. Sakrę biskupią przyjął z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego, bp. Herberta Bednorza oraz bp. Władysława Rubina. Temu ostatniemu miał pomagać w duszpasterstwie emigracji. Od 1980 roku pełnił funkcję delegata prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracyjnego, aż do przejścia na emeryturę w 2003 roku. W tej długoletniej pracy był kontynuatorem tradycji swoich poprzedników: abp. Józefa Gawliny i kard. Władysława Rubina. Rozwijał  wypracowane metody pracy duszpasterskiej z rodakami na obczyźnie oraz sposoby rozwiązywania licznych problemów emigracyjnych. Ukończył Uniwersytet Gregoriański i Laterański, na którym uzyskał doktorat. Podczas Soboru Watykańskiego II (1962–1965) kierował pracami Sekretariatu Sekcji Słowiańskiej Biura Prasowego. Po zakończeniu soboru był odpowiedzialny za Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Emigracyjnego w Rzymie. Organizował wówczas letnie kursy dla młodzieży emigracyjnej w Loreto. „Rozmawialiśmy o różnych sprawach, od historycznych po teologiczne. Dyskutowaliśmy, czy Bóg istnieje, i dlaczego jesteśmy na emigracji. Młodzi ludzie zaprzyjaźniali się, zaręczali, dawałem im śluby. Dwóch chłopców postanowiło zostać księżmi”.

Bycie księdzem mnie cieszy

Na swoje zawołanie biskupie wybrał słowa „Laetus serviam” („Będę służył z radością”). „Mnie cieszy bycie księdzem. Poświęciłem się Bogu i nie żałuję” – podkreśla. W pracy wśród polskich emigrantów dwie sprawy były dla niego kluczowe: obecność i kultura. Mimo że, jeszcze niedawno, często zasiadał za biurkiem, osobiście odpisywał na listy i dużo czytał, nigdy nie sprawował duszpasterstwa na odległość. Bezpośrednie spotkania z polskimi emigrantami i udział w uroczystościach religijnych organizowanych przez Polonię były dla niego niezwykle ważne. Udzielał bierzmowania, głosił kazania, konferencje, wizytował polskie ośrodki duszpasterskie. Czynił to w przekonaniu, że „przyjazd biskupa daje poczucie, że Polacy nie są samotni. Że Kościół o nich pamięta”. Słowem: był zawsze blisko polskich emigrantów.

W Liście do Rodaków 26 sierpnia 1980 roku napisał: „polskie duszpasterstwo potrzebne jest nie tylko z powodu nieznajomości języka kraju zamieszkania, ale ze względu na odrębność psychiczną płynącą z oparcia o polską kulturę. Z niej bowiem pochodzą formy kultu, nasza pobożność i polska religijność”. Ksiądz prof. Myszor uważa, że takt, roztropność oraz umiejętności dyplomatyczne abp. Wesołego wielokrotnie okazywały się pomocne w obronie polskiego duszpasterstwa.

Nic nie zrobiłem

Za swoją działalność duszpasterską na emigracji był wielokrotnie nagradzany. Otrzymane nagrody i wyróżnienia onieśmielały go. Z wrodzoną sobie skromnością mówił często: „Przecież ja nic takiego nie zrobiłem”. „Biskup na walizkach” – zgodnie z tytułem wywiadu rzeki z arcybiskupem – jest honorowym obywatelem miasta Katowice, doktorem honoris causa KUL. Uhonorowano go ważnymi odznaczeniami: Fidelis Poloniae (2003), Złotym Laurem Polonii (2006) oraz Lux ex Silesia (2007), Krzyżem Wielkim Odrodzenia (2008), tytułem doktora honoris causa UŚ (2015).

A teraz ten zasłużony Ślązak otrzymał w Rzymie najwyższe wyróżnienie państwowe: Order Orła Białego.

Księże Arcybiskupie, niech Bóg prowadzi i błogosławi!

Latest