Homilia Arcybiskupa Katowickiego Inauguracja roku akademickiego, 13 października 2019 roku

1. Czym jest trąd?
Jest chorobą skóry i nerwów, powodowaną przez prątek Hansena. Bakteria atakuje i niszczy gałązki nerwów obwodowych, prowadząc do kalectwa, pozbawiając chorego czucia. W konsekwencji uszkadza zakończenia kończyn i wzrok.
Na świecie według organizacji WHO żyje 15 milionów osób chorych na trąd, najczęściej w krajach tzw. Trzeciego Świata. Trąd jest dziś chorobą uleczalną. Wymaga jednak długotrwałej terapii antybiotykowej oraz rehabilitacji. Na szczęście wraz ze wzrostem poziomu higieny liczba zachorowań spada.
Z powodu przerażających skutków trądu i społecznej izolacji, jaka się z nim wiązała, trąd stał się obrazem grzechu. Jednak nie takie jest jego główne znaczenie w Piśmie Świętym. Trąd symbolizował przede wszystkim kruchość ludzkiego życia i tragiczny aspekt egzystencji poddanej przemijaniu i śmierci.
W przypadku Naamana – bohatera I czytania – możemy mówić o tym ostatnim znaczeniu trądu: „Naaman, wódz wojska króla syryjskiego, miał wielkie znaczenie u swego pana i doznawał względów, ponieważ przez niego Pan spowodował ocalenie Syryjczyków. Lecz ten człowiek, dzielny wojownik, był trędowaty” (2 Krl 5,1). Choroba odbierała Naamanowi dotychczasową społeczną pozycję, ponadto sławę, władzę, posłuch…
Dzięki prorokowi Elizeuszowi ów dzielny wojownik został uzdrowiony. Przywrócony życiu: „Ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony” (2 Krl 5,14).
Trąd jest także symbolem grzechu i skutków życia poza Bogiem, jakby On nie istniał. Grzech, który popełnia człowiek, atakuje jego relację z Bogiem. Bóg przechodzi obok i oddala się. Na szczęście nigdy nie odchodzi i nie opuszcza chorego człowieka. Pragnie go uzdrowić. On jeden ma bowiem moc uzdrowienia z duchowego trądu grzechu. Ta choroba jest uleczalna. Jednakże „terapia” wymaga posłuszeństwa zaleceniom Boskiego Lekarza. Przede wszystkim wymaga pokornej wiary i ufności. Naaman początkowo nie chciał zanurzyć się w wodzie niepozornego Jordanu. Znał lepsze od niego rzeki. A przecież nie chodziło o wodę, lecz o wiarę i posłuszeństwo nakazowi proroka.
Nam również wydaje się czasem, że mamy lepsze lekarstwo lub takie znajdziemy na skutki grzechów – lepsze niż to, które ofiaruje nam Bóg. Tymczasem tylko On może nas naprawdę uwolnić i oczyścić.

2. Terapia wodna.
Czy nie dziwi nas rada proroka Elizeusza, by Naaman, wódz wojska króla syryjskiego, siedem razy obmył się w Jordanie i w ten sposób został oczyszczony?
Być może nie, bo znamy przecież terapię wodą, na przykład mineralną. Iluż z nas widziało, jak chociażby w Krynicy Górskiej kuracjusze co dzień wędrują do pijalni wód mineralnych, a potem raczą się cennym trunkiem, spacerując po krynickim deptaku z charakterystycznymi dzbaneczkami w ręku.
Istnieje zresztą cała gałąź fizjoterapii, w której środkiem leczniczym stosowanym zewnętrznie jest woda. Nazywa się ją hydroterapią lub aquaterapią, zależnie od języka greckiego czy łacińskiego. Po polsku chodzi o wodolecznictwo, znane już w starożytności, zarzucone w średniowieczu i odkryte na nowo w XVIII wieku. Z tą formą leczenia związane jest ciekawe nazwisko – Vincent Priessnitz, który w Cesarstwie Austro-Węgierskim spopularyzował hydroterapię. Od jego nazwiska pochodzi słowo „prysznic”, była to też jedna z metod terapii. Wodoleczącym był także ks. Sebastian Kneipp. Założył w Bawarii zakład leczniczy, gdzie leczono zimną wodą pacjentów z całej Europy. To jemu Europa zawdzięcza popularyzację najprostszej i koniecznej higieny osobistej, jak codzienne mycie się. To może nas dziwi, ale w XIX wieku nie było to tak oczywiste.
Jednak w przypadku Naamana chodzi o coś innego. Elizeusz nie prowadził uzdrowiska, a Jordan raczej nie należał do przezroczystych wód, tak potrzebnych w różnego rodzaju SPA. Kto był w Ziemi Świętej, zwłaszcza na wiosnę, ten mógł się przekonać, że Jordan niesie wtedy mnóstwo osadu, tocząc ceglastą, brudną wodę. Naaman miał rację. Rzeki w jego kraju były nie tylko większe, ale i piękniejsze i czystsze. Elizeuszowi jednak chodziło o wiarę żołnierza i jego ufność, całkowicie złożoną w autorytecie stojącym za Elizeuszem, w Bogu. Dzięki temu wódz został uzdrowiony. Dlatego mógł powiedzieć: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem”.

3. Ochrzczeni i posłani (pierwsze słowa z Orędzia p. Franciszka na Światowy dzień Misyjny 2019).
W tym miejscu trzeba przypomnieć, że Jordan, podobnie jak Morze Czerwone, było dla Izraelitów wodą przejścia, wodą paschy – z niewoli do wolności. A później, w wyniku refleksji, przejścia pojmowanego jako uwolnienie z trądu grzechów i obdarzenie duszy łaską zdrowia.
Dla nas takim Jordanem jest woda chrztu świętego, choć dzisiejszy sposób udzielania tego sakramentu tylko w nikły sposób tę rzekę obrazuje. Na podobieństwo Naamana zostaliśmy uwolnieni z jarzma grzechu i śmierci i obdarzeni łaską i życiem.
Ten dar obmycia w wodzie chrztu wysłużył nam na krzyżu Jezus Chrystus. Bądźmy Mu wdzięczni, chociażby tak jak wdzięczny był Elizeuszowi Naaman. I swoim życiem wyznajmy, że nie ma innego Boga jak tylko Pan, Bóg nasz, w Trójcy Świętej Jedyny.
Przy lekturze dzisiejszych czytań mszalnych może łatwo umknąć pewien niewielki, ale znaczący epizod. Otóż Naaman o proroku z Izraela dowiaduje się od swojej żony, ta zaś od służącej – niewolnicy z kraju Elizeusza. To ona podpowiada, gdzie należy szukać uzdrowienia. Ta młoda kobieta wyznaje tym samym wiarę w Boga, który ma moc uwolnić człowieka z choroby.
W kulturze mobilności spotykamy różnych ludzi, wobec których my jako wierzący winniśmy być apostołami, wskazującymi drogę do Jezusa Chrystusa, Jedynego Odkupiciela człowieka! Drogowskazami do Źródła wody żywej, czyli do udzielającego się człowiekowi Boga.
Na miesiąc misyjny napisał papież Franciszek: „Zawsze jesteś misją; każda ochrzczona i każdy ochrzczony jest misją. Ten, kto miłuje, wyrusza w drogę, jest pobudzony, by wyjść ze swoich ograniczeń, jest pociągnięty i pociąga, daje siebie drugiemu i nawiązuje relacje rodzące życie. Nikt nie jest bezużyteczny i nieistotny dla Bożej miłości. Każdy z nas jest misją w świecie, ponieważ jest owocem Bożej miłości”.

4. Każdy z nas jest misją w świecie.
Jezus, podobnie jak od dziesięciu trędowatych, oczekuje od nas postawy wiary, która wyraża się w zawierzeniu, w ufności, ale także w dawaniu świadectwa. Apostoł przestrzega nas, że „jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze”. Nasza wiara domaga się świadectwa, wówczas będziemy naśladowali Jezusa, który zawierzając siebie Ojcu, oddał życie za swoich braci, umiłował nas aż do końca. Podobnie i my jesteśmy powołani, aby wiarę Bogu tłumaczyć na miłość do Niego i do bliźnich.
Jak pisze dalej Apostoł, Bóg jest zawsze wierny człowiekowi (2 Tm 2,13). Ta prawda niech nas napełnia radością i przypomina, abyśmy i my byli wierni.
Wierność nie należy dzisiaj do słownika modnych wyrazów. Podzieliła los cnoty, którą dawno usunięto z pola ludzkiego widzenia, a w konsekwencji z życia. O ile w małych rzeczach jesteśmy, bądź staramy się być wierni, o tyle w wielkich, całożyciowych, nieraz dezerterujemy. Wierność Bogu wielu uznaje za niemożliwą do udźwignięcia. Przede wszystkim z lęku i z powodu niewiary – bo wytrwałość, stałość w podtrzymywaniu raz podjętej decyzji wierności, nie są możliwe, jeśli nie wesprze nas Bóg. A On to czyni, daje nam siłę do trwania przy Nim, przy Ewangelii, do trwania przy obowiązkach wynikających z codziennego życia według obranego stanu. Nikt nie jest osamotniony w wierności, która z jednej strony jest wystawiana na próbę, z drugiej zaś jest umacniana.

Pisał Leopold Staff:
„Wyszedłem szukać Ciebie o świcie i w trwodze,
Nie znajdując, myślałem, żem szedł drogą kłamną;
I spotkałem Cię, kiedym odwrócił się w drodze,
Bowiem przez całe życie krok w krok szedłeś za mną”.

Nasza wierność Bogu, wytrwała wierność jest możliwa, ponieważ On, który jest zawsze wierny i nigdy nie zawodzi, idzie z nami. Wrażliwi na tę Obecność nie lękajmy się trudu osobistej wierności.
Trąd tak symbolicznie związany z kruchością ludzkiego życia i z grzechem, ma również pewien związek ze współczesną nauką. Przede wszystkim wtedy, kiedy zostaje ona wprzęgnięta w rydwan ideologii, kiedy zdobycze wiedzy zaczynają służyć zniewoleniu człowieka i całych społeczeństw. Historia nauki aż nadto zna przypadki takiego uprzedmiotowienia ludzkiej wiedzy. Mimo to nadal jest wykorzystywana i daje się wykorzystywać w działaniach współczesnych inżynierów społecznych, chcących stworzyć nowy świat i nowego człowieka na gruzach dotychczasowej cywilizacji mającej swe korzenie w Grecji, Rzymie i Jerozolimie. Najmocniej dotyka to zjawisko nauk humanistycznych, które przecież są nieodzowne, by zrozumieć człowieka integralnie, nie odrzucając żadnej ze sfer jego życia, również tej teo-logicznej.
Ponadto smuci fakt, że humanistyka jest atakowana z samego środka życia naukowego, które odmawia jej miejsca w kanonie nauk ukierunkowanych jedynie na wymierne korzyści materialne w dziedzinie technologii poprawiającej jakość ludzkiego bytowania.
Zjawisku ideologicznego trądu, jak i trądu użyteczności stanowczo należy się sprzeciwić, dążąc do uznania nauk humanistycznych – w tym także teologii – za konieczne w budowaniu cywilizacji i kultury przyjaznej całemu człowiekowi.
Nie można się obrażać na tych, którzy nie dostrzegają bogactwa rzeczywistości znacznie przekraczającego horyzont nauk przyrodniczych. Z wiernością prawdzie o człowieku, którą najpełniej ukazuje Chrystus, podejmujmy każdego dnia trud budowania kultury życia i miłości, wolnej od ideologii, służącej prawdziwemu dobru każdego z nas.
I z tej perspektywy mówimy: jesteś misją w świecie!
Podejmijmy to wezwanie i zadanie w nowym roku akademickim. Amen.