Homilia Arcybiskupa Katowickiego Jubileusz 25-lecia kapłaństwa, 13 maja 2020 roku

1. Ewangeliczny obraz krzewu winnego i latorośli pozwala uchwycić związek, więź powołanego z Chrystusem w najgłębszym wymiarze: „Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami”. Trudno o bardziej wyrazisty obraz, oddający rzeczywistość zjednoczenia Chrystusa i uczniów, których sam powołał i posłał, dając im poprzez sakrament święceń kapłańskich moc łączenia tego, co boskie, z tym, co ludzkie, spraw nieba ze sprawami ziemi.
Zjednoczenie z Chrystusem Najwyższym Kapłanem jest warunkiem sine qua non każdego kapłańskiego działania. Bez tej duchowej więzi z Bogiem misja kapłana jest pozbawiona fundamentu. Bez niej nasza aktywność jako kapłanów staje się tylko ludzkim działaniem, bez możliwości przynoszenia trwałego owocu.
Jakie jest nasze zadanie jako latorośli? Św. Jan określa to czasownikiem „trwać”. Brzmi on w naszych uszach bardzo statycznie: trwać w jedności z winnym krzewem, którym jest Chrystus: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwał będę”. Trwanie w winnym krzewie, którym jest Chrystus, jest jednak rzeczywistością dynamiczną i oznacza pobieranie i działanie. Oznacza pobieranie Bożej łaski i akty wierności przyrzeczeniom chrzcielnym, kapłańskim, nieustanne pozostawanie w domu Ojca, niewchodzenie na poplątane drogi marnotrawnego syna.
Trwanie w Chrystusie oznacza trwanie w „Jego miłości” (por. J 15,9), miłości, jaką On ma ku nam. Latorośl, która nie trwa w winnym krzewie, usycha, nie przynosi owocu i zostaje wówczas odcięta i w ogień wyrzucona – nie nadaje się już do niczego.
Pęd winorośli – w przeciwieństwie do gałęzi innych drzew, które nawet po ścięciu mogą służyć innym celom – jest pędem przydatnym jedynie do rodzenia winogron (por. Ez 15,1n).
Drodzy Jubilaci! Odczytany dzisiaj fragment Ewangelii według św. Jana przypomina potrzebę trwania w życiodajnym winnym krzewie – w Chrystusie. Trwanie w Chrystusie oznacza trwanie w Jego miłości, w Jego prawie. Oznacza też czasem trwanie na krzyżu, „trwanie przy Nim w przeciwnościach” (Łk 22,28). Nie chodzi jednak tylko o trwanie w stanie zapoczątkowanym na chrzcie św. czy też u początku kapłańskiej drogi. Chodzi raczej o wzrastanie „ku Głowie”, o upodabnianie się do Latorośli, czyli naszego Pana Jezusa Chrystusa, o stwierdzenie: „żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus”.
„Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was” – mówił Jezus do swoich uczniów (J 15,3). Ewangelia, która jest słowem Boga w Jezusie Chrystusie, jest więc rodzajem obcinania uschłych pędów i ukazuje podstawową chrześcijańską ascezę. Uderza ona w chciwość – w mamonę i jej satelity: ciało wraz z jego pożądliwościami. Uderza we wszystko to, co powoduje, że poświęcamy się bezużytecznym projektom i ziemskim pragnieniom. Asceza wzmacnia zdrowe siły i wartości duchowe, kieruje nas ku prawdziwym wartościom i ukazuje zło pseudowartości.
Słowo Boże prawdziwie jest jak „miecz obosieczny” (Ap 1,16) w ręce Tego, który nas oczyszcza i broni przed udziałem w niemałych sporach i zatargach, o czym mówiło pierwsze czytanie. Pod tym względem Kościół XXI wieku jest podobny do tego apostolskiego. Bywa nawet, że kwestionowana jest zasada: „Roma vel Papa locuta causa finita”! Dlatego trzeba Bożym słowem codziennie obmywać swoje oczy, aby postrzegać rzeczywistość w jasności światła wiary!

2. Drodzy Bracia w kapłaństwie! Wspominając dzień waszych święceń, wracamy pamięcią do wyjątkowej chwili – znaku nałożenia rąk i modlitwy konsekracyjnej. Wówczas staliście się szczególną własnością Chrystusa, zostaliście niejako ponownie, jeszcze mocniej wszczepieni w Niego jako Jego latorośle – powołane, aby wydać obfity owoc kapłańskiego życia.
Pomocne i owocne miało być i pewnie jest w waszym kapłaństwie wpatrywanie się w postać świętego brata Alberta. Namalowanie słynnego obrazu Ecce homo sprawiło, że w Adamie Chmielowskim zrodził się człowiek nowy, zwrócony do Chrystusa i do ubogich. Już nie mógł dłużej żyć bez stałej więzi z upokorzonym Jezusem i Jego braćmi: ludźmi z marginesu, wyrzutkami społeczeństwa, biedakami z ogrzewalni. Adam stał się przyjacielem Pana w ubogich. Odtąd szli razem. Środowisko artystyczne sądziło, że malarz zwariował. On zaś nie tracił czasu na polemikę. Odpowiedzią były jego czyny i nowe grono przyjaciół.
Drodzy Bracia! Ten święty Kościoła towarzyszy waszej formacji i posłudze. Brat Albert nowo przyjętym do zakonu przypominał proste słowa, że w życiu trzeba być dobrym jak chleb. Z intuicją proroka odkrył on kwestię społeczną, konieczną do szybkiego rozwiązania, ale nie drodze rewolucyjnej. On chciał Bożej „rewolucji”, która na drodze Chrystusowego pokoju i miłości przywraca upragnioną sprawiedliwość.
Jestem przekonany, że po 25 latach posługi żywicie te same pragnienia i naśladujcie brata Alberta, niejako malując swoją posługą obraz Jezusa Chrystusa w myślach i sercach tych, do których zostaliście posłani jako prezbiterzy, a jeden z was jako biskup.
Drodzy Bracia w kapłaństwie Chrystusa! Każdemu z was w dniu jubileuszu wyrażam wdzięczność za stałą i ofiarną posługę Ludowi Bożemu. Wasza kapłańska praca to nieoceniony wkład w budowanie żywego Kościoła, w kształtowanie w sercach wiernych obrazu Zbawiciela.
Prosi was dziś Powołujący: „Trwajcie we Mnie” i zapewnia: „Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity”. Trwajcie w Nim! Amen.