Drodzy Diecezjanie
w Wielki Czwartek proszę Was o modlitwę za kapłanów i o nowe powołania kapłańskie. Tego dnia o godz. 10.00 w Archikatedrze w Katowicach sprawowana będzie Msza Krzyżma, podczas której odnowimy przyrzeczenia złożone w dniu święceń. Będzie to także szczególny moment jedności kapłanów z biskupem oraz poświęcenia świętych olejów, przeznaczonych do sprawowania sakramentów.
Na tę wyjątkową okazję przygotowałem list do kapłanów.

Drodzy Bracia w kapłaństwie Chrystusowym,
od dnia ingresu do archikatedry katowickiej coraz bardziej uświadamiam sobie, że wciąż jestem uczniem i nigdy nie przestanę nim być. Z możliwie największą intensywnością uczę się całkowitego zaufania Bogu w obliczu nowych zadań, które mi powierzył przez Kościół i Ojca Świętego Leona XIV. Z sercem otwartym i gotowym do poświęceń uczę się kochać nasz diecezjalny Kościół u początku jego nowego stulecia istnienia. Uczę się też każdego z Was, moich braci i najbliższych współpracowników. Przez te kilka miesięcy udało mi się spotkać z Wami w każdym z dekanatów, powołać i już dwa razy posłuchać nowej Rady Kapłańskiej, modlić się z seniorami i przejść po kolędzie w Domu Księży Emerytów, przeżyć szczere spotkania z najmłodszymi kapłanami naszej archidiecezji. Przez udział w różnych wydarzeniach spotkałem się też z profesorami i pracownikami Wydziału Teologicznego oraz wychowawcami i seminarzystami Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego. Staram się systematycznie spotykać z pracownikami Kurii Metropolitalnej i innych instytucji diecezjalnych. Do tego dochodzą bieżące spotkania z kapłanami podczas indywidualnych rozmów i posług. Rozpocząłem również wizytowanie parafii i bierzmowania, dzięki którym mogę być blisko Was i miejsc Waszej posługi kapłańskiej. Wiem, że to wszystko jeszcze za mało, żeby poznać Was nie tylko po imieniu, ale przede wszystkim w indywidualnej drodze Waszego powołania i w świetle charyzmatów, którymi obdarzył Was Pan Bóg. Jestem jednak wciąż uczniem – otwartym na uczenie się, ale jednocześnie na podejmowanie zadań i decyzji według tego, co mówi Duch Święty do Kościoła. 
W tym rozeznawaniu i wsłuchaniu się w Boga kieruję do Was ten list z prośbą, abyście znaleźli czas, żeby go przyjąć i rozważyć nie tylko jako osobistą refleksję współbrata w kapłaństwie, ale Waszego biskupa, któremu Bóg powierzył ważne i trudne zadanie bycia pasterzem i przewodnikiem w kapłańskiej służbie. Dotąd tylko jeden z Was wkładał swoje ręce w dniu święceń w moje biskupie ręce i tylko on osobiście do mnie skierował przyrzeczenie o czci i posłuszeństwie. Jednak każdy z Was, jak i ja przed laty, włożyliśmy ręce w dłonie biskupa udzielającego nam święceń, a decyzję posłuszeństwa wyraźnie wypowiadaliśmy wobec niego i jego prawowitych następców. Czuję się spadkobiercą tamtych decyzji każdego z Was i wiem, że za postawą posłuszeństwa w Kościele stoi wołanie samego Pana Boga, że bardziej niż ofiary potrzebuje naszego posłuszeństwa. Bez mądrego i wewnętrznego posłuszeństwa nie uda nam się nigdy uczynić z Kościoła wspólnoty, a z kapłańskiego grona braterskich relacji. Pogubieni we własnym indywidualizmie i egoizmie, w osobistych oczekiwaniach i roszczeniach, nie będziemy dla ludzi wiarygodnymi świadkami Boga, a łódź Kościoła zamiast bezpiecznie płynąć po morzu świata w stronę zbawienia, będzie dryfować i szarpać się jak łódka, w której każdy wiosłuje we własną stronę i po swojemu. Posłuszeństwo jest zadaniem każdego z nas, również moim. Zanim stanie się ono posłuszeństwem hierarchicznym, musi oprzeć się najpierw na słuchaniu Boga, a potem na wzajemnym słuchaniu siebie. Bez posłuszeństwa nie da się być uczniem Chrystusa, bo cóż z tego, że się nauczymy pięknie głosić Ewangelię, ale nie będziemy jej realizować w życiu? Natomiast bez bycia uczniem Chrystusa trudno jest być Jego misjonarzem, głosicielem, ewangelizatorem czy po prostu duszpasterzem.


I. Kapłan – uczeń


„Jezus powiedział do swoich uczniów” – tak najczęściej zaczynają się wszystkie ewangeliczne mowy Jezusa. Pójść za Nim to zdecydować się na to, by być w Jego szkole. W odróżnieniu od innych szkół w szkole Jezusa jest się przez całe życie i we wszystkich wymiarach tego życia. Ona się nie kończy po sześciu latach nauki, nie kończy się po osiągnięciu jakiegoś wieku życia, zdanych egzaminach, zdobytych tytułach naukowych, po otrzymanych urzędach czy odpowiedzialnościach. Nauka w szkole Jezusa nie ogranicza się do teoretycznych wykładów, terapeutycznych zajęć, ascetycznych ćwiczeń czy samych tylko umiejętności kapłańskich. Uczeń Jezusa idzie za Mistrzem nieustannie i na całego, w każdych okolicznościach, na dobre i na złe, wtedy gdy za Jezusem idą tłumy i wtedy gdy wszyscy Go opuszczają. Bierze udział w Jego sukcesach i cudownych manifestacjach, ale nie dezerteruje, gdy Jezus cierpi, dźwiga krzyż i umiera. Tego wszystkiego uczeń Pana uczy się przez naśladowanie swojego Mistrza. To bycie uczniem jest permanentną szkołą, tak jak bycie kapłanem wymaga od nas permanentnej formacji. Nasz Nauczyciel i Mistrz nigdy jednak nie zostawia nas samych na tej drodze. Zawsze jest z nami, chce nam pomagać i nas wspierać, korygować, podnosić i wzmacniać swoją łaską, jeśli tylko chcemy z tego wszystkiego czerpać i nieustannie się uczyć. On doskonale rozumie nasze ograniczenia, słabości, zna pogmatwane historie naszego życia i powołania, nie ignoruje natury i temperamentów, naszej cielesności i predyspozycji, ale jeśli oddamy Mu to wszystko, potrafi doskonale na tym budować dojrzałe człowieczeństwo, chrześcijaństwo i kapłaństwo. Chciałbym rozważyć z Wami kilka ważniejszych elementów, w których sprawdza się nasze kapłańskie bycie uczniem Chrystusa.

Uczenie się przez towarzyszenie Jezusowi
Pierwszym źródłem naszego uczenia się bycia chrześcijaninem i kapłanem jest towarzyszenie Jezusowi. Ta relacja buduje się najgłębiej przez modlitwę i adorację. Nie będzie naszej duchowej odnowy i żadne teoretyczne rozważania nie nauczą nas miłości do Jezusa i ludzi bez adoracji Jezusa Eucharystycznego. Chciałbym Was zaprosić do codziennej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. Widzę, jak w wielu zlaicyzowanych krajach Europy następuje ożywienie wiary dzięki Eucharystii. Szukajmy najpierw tych osobistych spotkań z Bogiem, a wszystko inne będzie nam dodane. To naprawdę jakościowo inne doświadczenie duchowe, kiedy modlitwa brewiarzowa, rozmyślanie czy po prostu zwykła i milcząca obecność przeżywana jest wobec Jezusa obecnego w Eucharystii. Święty Proboszcz z Ars porównał to do owoców winogrona, które stają się słodkie, kiedy zwracają się ku słońcu. Gorzknieją i stają się kwaśne, kiedy chowają się w cieniu. A ileż duchowego dobra przynosi udział kapłana we wspólnej adoracji Najświętszego Sakramentu razem z wiernymi!

W nieustannej szkole Słowa Bożego
Jak dobrze, że wielu z nas odkryło praktykę lectio divina. Mówiąc w największym skrócie, jest ona formą życia w rytmie Słowa Bożego. Niestety, często po opuszczeniu seminarium najszybciej opuściliśmy rozmyślanie nad Pismem Świętym. Przez to rytm życia według Słowa Bożego zastąpiliśmy rytmem życia według słów tego świata, według własnych poglądów i opinii, a bardzo często zaczęliśmy żyć pod dyktando mediów, szczególnie mediów społecznościowych. Tymczasem gdy przestaniemy sobie i innym głosić kerygmat, zagubimy się w gąszczu propozycji, wrażliwości i narracji narzucającej się nam z zewnątrz. Kapłan, który nie żyje na co dzień Słowem Bożym, sam nie da się poprowadzić Bogu, a co gorsza, albo nie będzie umiał prowadzić innych, albo poprowadzi ich na błędne drogi.

Pan dał nam braci!
Jakże wielkie było zdziwienie św. Franciszka z Asyżu, który po swoim nawróceniu myślał, że czeka go samotne i ascetyczne życie, tymczasem Bóg dał mu braci. Oni pragnęli naśladować go i uczyć się od niego ewangelicznego stylu życia, a Franciszek czuł, że bracia staną się dla niego szkołą miłości i służby. Na to braterskie budowanie wspólnoty Franciszek prosił o całkowitą akceptację Kościoła. Tylko w posłuszeństwie papieżowi i z jego błogosławieństwem widział sposób na budowanie braterskich relacji i nowej wspólnoty. Choć jako księża diecezjalni nie żyjemy w zakonie, a nasze życie braterskie jest rozproszone, to jednak potrzebujemy go jak powietrza. Bądźmy dla siebie braćmi w Chrystusie! Bez tego nasze głoszenie Ewangelii będzie niewiarygodne, a nasze kapłańskie życie trudne i samotne. W świecie sporego pęknięcia między pokoleniami pokażmy, że potrafimy budować mosty między starszym a młodszym pokoleniem kapłanów.
Starszych braci w kapłaństwie proszę, aby starali się być duchowymi ojcami i doświadczonymi braćmi dla młodszych księży. Nie traktujcie ich nigdy bez poszanowania ich godności, zadbajcie o to, aby plebania była wspólnym domem, a nie miejscem pracy czy urzędem. Dzielcie się sprawiedliwie obowiązkami i dbajcie o szczere i przyjazne relacje w moderowanych przez Was wspólnotach kapłańskich. Wykorzystajcie mądrze talenty, energię i zdrowe ambicje swoich współpracowników – wikariuszy. Nie zapominajcie, że „Bóg mówi również przez najmłodszego z braci” – jak zanotował kiedyś św. Benedykt z Nursji. 
Młodszym księżom pragnę przypomnieć, że nie od nich zaczyna się Kościół. Weszliście w dziedzictwo Kościoła tworzonego już od wieku w archidiecezji katowickiej przez tylu gorliwych i odważnych kapłanów. Poznajcie to wielkie dziedzictwo po to, aby je pokochać, uszanować i twórczo rozwinąć. Spójrzcie też z ewangeliczną miłością na swoich starszych braci w kapłaństwie, na ich doświadczenie i przepracowanie, przypłacone niekiedy utratą zdrowia, a w niektórych przypadkach również zmęczeniem i wypaleniem. Bądźcie dla nich źródłem nadziei, a przez swoje zaufanie, wyrozumiałość i gotowość do współpracy dodajcie im sił i chęci do dalszej służby. Wiem, że w świecie szybko zmieniającej się mentalności czasem te międzypokoleniowe relacje w kapłaństwie są trudne, ale możliwe. Spotkałem w naszej archidiecezji takie wspólnoty na parafiach, w których księża mimo różnicy wieku żyją naprawdę jak bracia, co nie tylko sprawia, że chce się być kapłanem, ale co również ma olbrzymie znaczenie dla wiernych.

Wyszliśmy z jednego źródła
Kościół nie jest zbudowany na święceniach kapłańskich, ale na chrzcie świętym wszystkich jego członków. To nie od dnia święceń, ale od chwili chrztu świętego zostaliśmy włączeni w Kościół. Pamięć o tym sprawia, że z taką samą ważnością i godnością patrzymy na siebie jako duchowni i świeccy w Kościele. Mamy w Kościele różne powołania i różne odpowiedzialności, ale taką samą godność i znaczenie. Przekładajmy to na nasze życie w parafiach i wspólnotach. Dzielmy się współodpowiedzialnością i współpracujmy ze świeckimi. Potrzebujemy tego nie tylko dlatego, że brakuje nam nowych powołań, ale dlatego, że taka jest natura Kościoła. Przez całe kapłaństwo nieustannie uczę się od świeckich sióstr i braci. Najpierw zdumiewa mnie często ich poświęcenie dla Boga. Z pewnością znacie takie rodziny i takich świeckich, którzy ciężko pracując, zarabiając dużo mniej niż my, mając odpowiedzialność za najbliższych, potrafią znaleźć czas na modlitwę, być codziennie na mszy świętej, poświęcić swój urlop na rekolekcje i mieć czas na działanie w Kościele i posługę wśród ubogich. Dziś Kościół budzi się w sercach wielu świeckich i z wielkodusznością pragną się oni w niego zaangażować. Włączmy się w to duchowe przebudzenie, żeby nie było tak, że świeccy się budzą, a my, kapłani, zasypiamy.

Z ubogimi u Boga
Jezus otacza się ubogimi nie z litości i naturalnego współczucia. Oni są szkołą królestwa Bożego i szczególnym miejscem obecności Boga pośród nas. Kapłan, uczeń Jezusa, jeśli chce być podobny do Mistrza, również powinien otoczyć się ubogimi. Nie chodzi tylko o pomoc biednym, ale o uczenie się od biednych. Oni nas mogą najlepiej ewangelizować. Najpierw uczą nas wolności od posiadania, od poszukiwania wygodnego życia i kręcenia się wokół samego siebie. W spotkaniu z ubogimi nie tylko możemy zobaczyć, jak bardzo jesteśmy obdarowani, ale możemy też podzielić się z nimi swoimi darami. Ubodzy są najlepszą szkołą pokory i wyzwalają nas z wszelkiego rodzaju nadużywania – władzy, mniemania o sobie, dóbr powołaniowych, pozycji czy ważności. Jezus, będąc bogatym, stał się ubogi, żeby przez swoje ubóstwo nas ubogacić. Łatwiej jest być biednym i się bogacić. Dużo trudniej jest, będąc bogatym, stawać się uboższym. Widzę, w jak wielu dziedzinach życia Kościoła Jezus wzywa nas do większego ubóstwa. Boli nas to tym bardziej wtedy, gdy przyzwyczailiśmy się do wyższego poziomu życia, większego zabezpieczenia i stanu posiadania. Czy czasem niektóre odejścia z kapłaństwa nie wiążą się z tym, że Bóg wzywa nas do skromniejszego i uboższego życia, do większego poświęcenia dla innych i rezygnacji z własnych planów na siebie? Mam wrażenie, że przez zaproszenie do prostoty i ubóstwa Bóg „sprawdza” każdego z nas, bada, co jest dla nas większą wartością – Jezus czy jakieś dobra tego świata.


II. Kapłan – misjonarz


Zbyt często zastanawiamy się, czego brakuje światu, że ludzie odchodzą od Boga, a zbyt rzadko stawiamy sobie pytanie, czego nam, kapłanom, brakuje, że nie umiemy ludzi przyciągnąć do Boga i przy Nim zatrzymać. Przyznajmy się z pokorą i w całej prawdzie, że mamy wiele braków. Nie bójmy się za nie przepraszać, zwłaszcza za to, co przyniosło zgorszenie i rany. Wśród wielu braków chciałbym wskazać na dwie rzeczy: brakuje nam coraz częściej gorliwości i misyjności.
Żeby rozpalić świat ogniem wiary, potrzebujemy żaru naszej gorliwości duszpasterskiej. W Dziejach Apostolskich czytamy o dwóch podmiotach rozwijającego się Kościoła: Duch Święty i my. Mocy Ducha Świętego możemy być pewni, ale potrzebne jest jeszcze nasze „my” – całkowicie włączone w ogień Ducha. Przez wiarę, chrzest, bierzmowanie i święcenia kapłańskie mamy Ducha Świętego, ale często On nie ma nas, naszego oddania i poświęcenia. Dotyczy to naszej tradycyjnej posługi nauczania i uświęcania, a jeszcze bardziej naszej postawy misyjnej i ewangelizacyjnej. Wiem, że wydaje się to być coraz trudniejsze w dzisiejszym świecie, wiem, że skończyły się czasy masowego Kościoła, ale praca nad zbawieniem dusz wciąż wymaga wielkiego zaangażowania. 
Drodzy Bracia w kapłaństwie! Codziennie błagam Ducha Świętego, aby rozpalił w nas gorliwość duszpasterską, abyśmy na nowo odnaleźli radość i sens naszej czysto kapłańskiej pracy! Nie szukajcie czegoś obok kapłańskiego posłannictwa, zakochajcie się na nowo w pracy organicznej i duszpasterskiej w parafii. Nigdy i nigdzie nie poczujecie się bardziej szczęśliwymi kapłanami, jak wtedy, gdy zobaczycie szczęśliwe oczy ludzi, którzy dzięki Waszej posłudze odnaleźli Boga. Potrzebują Was dzieci, wręcz naturalnie otwarte na Ewangelię. Potrzebuje Was młodzież, im bardziej zagubiona, tym bardziej spragniona duchowych przewodników i świadków. Może niekiedy to wcale nie młodzi opuścili kapłanów, ale to my, kapłani, zostawiliśmy młodych. Nie bójcie się pracy z rodzinami, one nie tylko potrzebują naszego wsparcia i towarzyszenia, ale mogą pomóc nam doświadczyć rodzinności w naszym kapłańskim życiu. Nie bójcie się wspólnot i rozeznawania ich charyzmatów. Bez duchowych przewodników wspólnoty są czasem jak owce bez pasterza. Pokochajcie seniorów, bo oni tak bardzo szanują i wciąż kochają księży. Pomyślcie o chorych w szpitalach, hospicjach, domach opieki społecznej. Czy możemy ich zostawić w chorobie, a niekiedy nawet bez przygotowania na godzinę śmierci? To prawda, że każdy Kościół lokalny potrzebuje niektórych księży do „zadań specjalnych”, ale dziś wszyscy musimy chwycić za wiosła ewangelizacji i duszpasterstwa. Jest nas już za mało, abyśmy opuścili wiernych i szukali jakiegoś innego powołania w powołaniu.

Zacznijmy od świadectwa życia
Najważniejszą metodą Jezusowej ewangelizacji jest świadectwo życia. Jezus nie tylko głosi Ewangelię, ale nią jest. Misja jest nieodłączna od osoby misjonarza. Kiedy te dwie rzeczywistości oddzielą się od siebie, misja staje się tylko teoretycznym zadaniem. Oby nasze kapłańskie posługiwanie nigdy nie oddzieliło się od życia. Kapłaństwo to całe nasze życie, a nie tylko jego mniejszy lub większy fragment. Bądźmy kapłanami przez 24 godziny na dobę, przez wszystkie miesiące roku, w dni świąteczne i powszednie, przy ołtarzu, w klasie szkolnej i w miejscach publicznych, w trakcie wykonywania kapłańskich czynności i w okresie urlopu, w realnej rzeczywistości i w internecie. Prośmy Ducha Świętego o łaskę bycia sobą w kapłaństwie, a nie poza nim. W relatywnym i rozbitym świecie dajmy świadectwo naszej kapłańskiej transparentności i jednoznaczności. Nie tylko nie wstydźmy się kapłaństwa, ale bądźmy w nim szczęśliwi i z niego dumni. Kapłan z powołania to ktoś, kto po prostu lubi być księdzem i dlatego nie musi i nie chce udawać kogoś innego i kryć się ze swoim kapłaństwem. 
Pierwszym miejscem tego świadectwa jest nasze osobiste, często ukryte życie. Z doświadczenia osobistej relacji z Bogiem rodzi się świadectwo o Bogu wobec innych. Z własnej pracy nad sobą rodzi się umiejętność pracy z innymi. Troska o własną czystość, pokorę, ludzką dojrzałość przekłada się na czyste i dojrzałe relacje z innymi. Zdolność do ascezy, wyrzeczenia, do oszczędnego i uczciwego korzystania z własnych i kościelnych dóbr daje nam umiejętność większego poświęcenia się dla drugich, szanowania każdego człowieka i posługiwania się środkami doczesnymi przede wszystkim dla misji, a nie dla własnej korzyści. Tylko wtedy gdy będziemy tego wszystkiego sami doświadczać, będziemy zdolni do zewnętrznego świadectwa. Wszystko bowiem pochodzi z wnętrza człowieka. 
Nie możemy jednak zrezygnować z publicznej kapłańskiej obecności w świecie. Przecież ukazując światu kapłaństwo, nie głosimy siebie, ale samego Jezusa. W naszej pięknej tradycji ludzie wierzący nie mówią do nas „dzień dobry”, ale witając nas, pozdrawiają i chwalą Jezusa. Widok kapłana w sutannie czy w koloratce jednoznacznie nas definiuje i kieruje myśli ku Bogu. 
Zdaję sobie sprawę, że znak koloratki jest dziś czasem ukazywany jak zagrożenie, wywołuje u niektórych skojarzenia z nadużyciami i krzywdami, ale przecież to nie autentyczne kapłaństwo jest winne temu, ale właśnie jego nadużywanie i wykrzywienie. Nie uzdrowimy tego wizerunku, usuwając wszystkie znaki naszego powołania, ale możemy to zmienić przez wypełnienie ich ewangelicznie przeżywanym kapłaństwem w świecie. Ludzie chcą widzieć księdza w sutannie, ale wytartej na kolanach, a nie przy kieszeniach, chcą go widzieć w koloratce, ale nie w miejscach, gdzie księdza w ogóle nie powinno być, ale tam, gdzie jego obecność jest potrzebna i wyczekiwana. 
Proszę Was, Bracia, o wewnętrzne i zewnętrzne świadectwo naszej kapłańskiej tożsamości, zwłaszcza tam, gdzie idziemy z misją Chrystusa. Zadbajcie o właściwy strój duchowny podczas liturgii, w trakcie procesji, pogrzebów, katechezy, w czasie kapłańskich spotkań i zebrań, wszędzie gdzie jesteście zapraszani, żeby świadczyć o Jezusie i reprezentować Kościół. Jeszcze bardziej Was proszę o kapłańską postawę i gesty w różnych życiowych sytuacjach, w których nawet proste znaki – jak modlitwa przed spotkaniem, posiłkiem, zachowanie w świątyni czy zwykłe uklęknięcie przed tabernakulum – mogą stać się ewangelizacją. 
Jesteśmy sługami Słowa! Sami doświadczamy, jak niesprawdzone, niesprawiedliwe i kłamliwe słowa o nas ranią nas i odbierają radość powołania. Bądźmy dla wszystkich, również dla siebie samych, świadkami słów, które budują, a nie rujnują, które dają motywację, a nie podcinają skrzydła, które uświęcają, a nie gorszą. Papież Franciszek, a w ślad za nim Leon XIV tyle nam mówią o czuwaniu nad słowami, o walce z plotkarstwem, oszczerstwem, krytykanctwem, narzekaniem czy osądzaniem. Nie tylko między sobą, ale wobec każdego człowieka pilnujmy słów, aby stały się okazją do świadectwa o Bogu, a nie antyświadectwem.

Kościół żyje, gdy ewangelizuje
Szukamy pomysłów na ożywienie Kościoła i sposobów na polepszenie naszego kapłańskiego życia. Z pewnością potrzebujemy jasnych zasad działania, mądrej polityki personalnej, sprawiedliwego podziału dóbr doczesnych, uczciwego wynagrodzenia, dojrzałego traktowania. Nie możemy ustawać w usprawnieniu tych wszystkich elementów naszego posługiwania. Jednak nie w tym jest prawdziwe źródło życia Kościoła. Kościół żyje, gdy ewangelizuje! Wypala się i umiera, gdy troszczy się tylko o siebie, gdy myśli o sobie według zasad tego świata. Wspominany w tym roku św. Franciszek z Asyżu odbudował Kościół nie dzięki zdobytym środkom materialnym, nie dzięki sprawnym strukturom zarządzania, ale dzięki życiu według Ewangelii i naśladowaniu Jezusa ukrzyżowanego. 
Z wdzięcznością myślę o Waszej trosce o głoszenie Ewangelii. Najpierw przez dobrze przygotowane homilie, głoszone również w dni powszednie. Wszyscy wiemy, jak wielką moc przyciągania ma liturgia. Żywa parafia rodzi się najczęściej z głębokiej i pięknej mszy niedzielnej, na której przecież gromadzą się wciąż największe grupy wiernych. Nie możemy jednak naszej troski ograniczyć do tych, którzy chodzą jeszcze do kościoła.
W dyskusji nad tradycyjną i nową ewangelizacją zbudujmy kolejny most. Tchnijmy ducha misyjności w grupy, wspólnoty, stowarzyszenia, które jeszcze są w naszych parafiach. Nie pozwólmy, aby zastygły w zainteresowaniu się tylko sobą, żeby zatrzymały się na własnej formacji bez wyjścia do innych. One też nabiorą większej żywotności, gdy będą ewangelizować. Jednocześnie podejmijmy nowe formy wyjścia do tych, którzy są na peryferiach parafii, aby ich włączyć w życie naszych wspólnot. Myśląc o katechezie parafialnej, proszę Was o gorliwe kontynuowanie formacji przygotowującej do chrztu świętego, I Komunii świętej, bierzmowania i sakramentu małżeństwa. Zróbcie wszystko co możliwe, aby podtrzymać lub stworzyć na nowo wspólnoty parafialne, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Przed nami 40. rocznica śmierci sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Jego służebny, oparty na diakoniach model parafii wciąż czeka na realizację. Tylu z nas wyrosło z doświadczenia ruchu „Światło–Życie”, tyle od niego dostaliśmy! Warto może zacząć to doświadczenie realizować w praktyce i oddawać Kościołowi i ludziom otrzymane od oazy dary.

Misje są również u nas, na Górnym Śląsku!
Poznałem wielu kapłanów z naszej archidiecezji, którzy wyjechali w różne miejsca świata, aby głosić Ewangelię. Posłaliśmy ostatnio naszych braci do Zambii i na Kubę. Są oni pięknym świadectwem powszechności Kościoła i ambasadorami naszej archidiecezji. Zmienia się jednak dość szybko „geografia” Kościoła. Miejsca dotąd ściśle misyjne cieszą się wielką liczbą powołań, a w Europie Zachodniej odnotowuje się wzrost powrotów do chrześcijaństwa. Zmieniają się również kierunki działalności misyjnej i potrzeba ewangelizacji. Dobrze widzimy, jak coraz bardziej misyjną staje się również nasza rodzima ziemia – Górny Śląsk. Choć cieszą nas miejsca z wciąż dużą liczbą chodzących do kościoła, choć widzimy i u nas wiele tętniących życiem wspólnot, musimy to sobie wyraźnie powiedzieć: misje są również u nas, na Górnym Śląsku! Biorąc pod uwagę szybko zmniejszającą się liczbę powołań kapłańskich i wzrastające zapotrzebowanie na posługę kapłanów, musimy sobie uświadomić, że niekiedy to nasz Kościół lokalny może zacząć bardziej odczuwać brak kapłanów niż inne miejsca na świecie. Nie przestańcie kochać naszej śląskiej ziemi, nie zamykając się na innych, z duszpasterską miłością myślcie o wiernych naszych górnośląskich parafii i wspólnot. Oni dziś może bardziej niż dawniej potrzebują nowej ewangelizacji i opieki duchowej kapłanów.
Kierując do Was ten list, zapewniam o mojej modlitwie, miłości i przyjaźni. Dziękuję, że w Waszym powołaniu wypełnia się i przedłuża moje biskupie powołanie do służby Bogu. Proszę, módlcie się za mnie, abyśmy wspólnie i uważnie słuchali tego, co mówi Duch Święty do Kościoła w naszej archidiecezji.


Wasz biskup i brat
+Andrzej Przybylski


Katowice, 2 kwietnia 2026 r.
Wielki Czwartek
VA–19/26
l.dz.492/26

Najnowsze

18 kwiecień 2026

Spotkanie podsumowujące Wielkopostne Kościoły Stacyjne

Najbardziej aktywni uczestnicy inicjatywy spotkali się na Wydziale Teologicznym. Był czas na...

17 kwiecień 2026

Abp Przybylski: To, co czasem wydaje się klęską, jest zwycięstwem

W Katowicach modlono się za funkcjonariuszy Policji II Rzeczypospolitej, którzy 86 lat...

17 kwiecień 2026

Śp. ks. Roman Przybyłek

Z przykrością zawiadamiamy, że w wieku 69 lat oraz w 45. roku...

17 kwiecień 2026

Bp Adam Wodarczyk: Trzeba usłyszeć głos Boga

O mocy Słowa Bożego, miłosierdziu i odwadze, by odpowiedzieć na powołanie, bp...

16 kwiecień 2026

Połączenie wiary i życiowej pasji

Abp Andrzej Przybylski spotkał się z członkami Katolickiego Bractwa Motocyklowego im. św...

15 kwiecień 2026

45 lat po święcenia - kapłańskie jubileusze w Kamieniu Śląskim

W dniach od 13 do 16 kwietnia kapłani obchodzący 45. rocznicę święceń...