W liście na święto św. Szczepana dziekan Wydziału Teologicznego UŚ w Katowicach nawiązał do aktualnej sytuacji związanej z pandemią. Słowo będzie odczytany w parafiach archidiecezji katowickiej.

- Nikomu nie zostały oszczędzone bolesne przeżycia związane z pandemią. Znamienne jest, że w czasach narosłych podziałów społecznych jednakowo stanęliśmy przed wspólnym zagrożeniem – pisze ks. Kempa.

Zdaniem profesora słuszną reakcją na zaistniałą sytuację jest solidarność. - Pomimo że okazanie solidarności wymaga nieraz pomysłowości z racji istniejących ograniczeń, jest ona potrzebna naszym bliźnim, być może dużo dotkliwiej przeżywającym trudy tych dni – podkreśla i dodaje, że solidarność jest potrzebna także nam samym, abyśmy nie zatrzymywali się na własnych potrzebach.

Ks. Kempa zwraca uwagę na to, że "święto Narodzenia Pańskiego wprowadziło nas w samo serce naszej wiary". - Przyjęliśmy Jego świętą obecność. W ten sposób wyznaliśmy, że niepojęty Bóg okazał solidarność z nami. Ten dar nie pojawił się tylko na chwilę 20 wieków temu; on trwa już na zawsze - dodaje, nawiązując do tajemnicy Bożego Wcielenia.

Autor listu podkreśla, że w tym trudnym czasie wszyscy potrzebujemy nadziei, której źródłem może być wiadomość, że „święty Bóg narodził się w ubogiej stajni, poznał trudy życia, włącznie ze śmiertelnym konaniem i objawił się jako zwycięzca śmierci”. Ks. Kempa przypomina, że nadzieja chrześcijańska nie lekceważy codzienności, a wręcz przeciwnie „rozświetla codzienność bez względu na to, jak jest ona trudna”.

- Jesteśmy wszyscy świadkami tej nadziei. Wzajemnie dla siebie i dla całego świata. Jest ona bezcennym skarbem chrześcijańskiego dziedzictwa – zauważa teolog.

Poniżej cały tekst listu Dziekana WTL UŚ.

Słowo Dziekana Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach na święto św. Szczepana, męczennika (26.12.2020).

W czasie wieczerzy wigilijnej w naturalny sposób wracamy do wydarzeń mijającego roku. Jak w zwierciadle odbijają się tu nasze doświadczenia ostatnich miesięcy. W tym roku nie brakuje trudnych wspomnień. Nikomu nie zostały oszczędzone bolesne przeżycia związane z pandemią. Znamienne jest, że w czasach narosłych podziałów społecznych jednakowo stanęliśmy przed wspólnym zagrożeniem. Nie sprawiło to wprawdzie automatycznie, że poczuliśmy się sobie bliscy, ale otwarło taką możliwość. Powstała przestrzeń, w której możemy łatwiej się porozumieć.

Wszyscy boleśnie przeżywamy rozliczne braki. Kryją się pod nimi niezaspokojone potrzeby duchowe i materialne. Najboleśniejszy jest jednak brak osób, które od nas odeszły w ostatnich miesiącach pandemii. Bolesny jest też brak bliskich, z którymi nie możemy się spotkać z powodu obowiązujących ograniczeń. Boli niemożność odwiedzania naszych chorych w szpitalach.

Słuszną reakcją na trudne doświadczenie jest solidarność. Możemy być świadkami i uczestnikami spontanicznych lub zaplanowanych działań służących wsparciu potrzebujących. Pomimo że okazanie solidarności wymaga nieraz pomysłowości z racji istniejących ograniczeń, jest ona potrzebna naszym bliźnim, być może dużo dotkliwiej przeżywającym trudy tych dni. Jest też potrzebna nam samym, byśmy mogli zachować wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka, a równocześnie nie zatrzymali się na własnych.

Z pewnością w te święta przychodzimy do kościoła z wyraźniejszą potrzebą odnalezienia pociechy i umocnienia. Niestety, także samo przyjście do kościoła nie jest łatwe. Dla wielu z nas uczestnictwo w liturgii musi ograniczyć się do skorzystania z przekazu na szklanym ekranie. Wymaga więc szczególnego skupienia uwagi, duchowego wysiłku i ostatecznie pogodzenia się z utrudnieniami w dostępie do sakramentów i brakiem przeżywanej cieleśnie wspólnoty. Jesteśmy ludźmi „z ciała i krwi” i dlatego także w przeżywaniu wiary potrzebujemy tego, co cielesne, widoczne, odczuwalne. Ponieważ jednak dzisiaj jest trudniej o te elementy, możemy próbować odkrywać, że jesteśmy także „duchowi”, i że naprawdę możemy „w duchu” przyjąć Boga do serca i zbudować wspólnotę – aż przetrwamy ten czas.

Poszukując umocnienia w spotkaniu z Panem, zwróćmy uwagę na to, co przynosi nam dzisiaj słowo Boże. Wielkie święto Narodzenia Pańskiego wprowadziło nas w samo serce naszej wiary. Zobaczyliśmy stajenkę przedstawiającą nowonarodzonego Jezusa. Wyznaliśmy przy tym, że to Bóg stał się człowiekiem. Przez sakramenty albo przez spowiedź i komunię duchową zjednoczyliśmy się z Bogiem. Przyjęliśmy Jego świętą obecność. W ten sposób wyznaliśmy, że niepojęty Bóg okazał solidarność z nami. Ten dar nie pojawił się tylko na chwilę 20 wieków temu; on trwa już na zawsze.

Dzisiaj, pozostając w atmosferze radości z narodzenia Jezusa, kierujemy uwagę ku św. Szczepanowi, pierwszemu męczennikowi. Co roku w Boże Narodzenie uderza kontrast między tymi dwoma wydarzeniami. Ale św. Szczepan pozwala nam zrozumieć, że jest coś ważnego, co je łączy. Szczepan wyznaje bowiem wiarę w Boga, który przyszedł do nas w Jezusie. Ta wiara jest dla niego skarbem i punktem odniesienia dla oceny tego, co w życiu wartościowe.

W ważnym momencie opisanym w dzisiejszym czytaniu z Dziejów Apostolskich Szczepan woła „Widzę niebo otwarte!” (Dz 7,56). Te słowa to klucz do naszych poszukiwań pociechy i umocnienia płynących z wiary na ten trudny czas. Jesteśmy ogarnięci tajemnicą Bożej bliskości! Boże Narodzenie mówi: Bóg stał się dla nas człowiekiem, a św. Szczepan dodaje, że przez Jezusa Bóg przygotował dla nas „niebo otwarte”.

To zapewnienie może ktoś nazwać ogólnikowym. Z pewnością nie jest ono takim dla kogoś, kto nieraz starał się zagłębić w znaczenie słów „Bóg stał się człowiekiem”. Ale w istocie dobrą nowinę o solidarności Boga z nami możemy uczynić namacalną i przemawiającą do serca, gdy ubierzemy ją w kształt codziennego świadectwa. Jest tu pewna linia wiodąca od duchowego doświadczenia do praktycznej postawy. Można ją nazwać linią „od daru do zadania”. Od daru solidarności Boga z nami do starania się o solidarność okazywaną bliźnim.

Czy jednak ta duchowa nowina i praktyczne świadectwo mają moc pocieszenia na nasz trudny czas?

Na trudny czas potrzebna jest nadzieja. Czyż nie przynosi jej wiadomość, że święty Bóg narodził się w ubogiej stajni, poznał trudy życia, włącznie ze śmiertelnym konaniem i objawił się jako zwycięzca śmierci? Czy nie dopełnia jej okrzyk wiary Szczepana „widzę niebo otwarte”? Dodajmy, że nadzieja chrześcijańska spoglądając w niebo, nie lekceważy codzienności. Nie ucieka od niej, bo przecież to właśnie codzienność została uświęcona życiem Jezusa. Dlatego jest wręcz odwrotnie: nadzieja rodząca się z kontemplowania Bożego Narodzenia i ze spoglądania w „niebo otwarte” staje się siłą dla człowieka zanurzonego w chwili obecnej. Rozświetla codzienność bez względu na to, jak jest ona trudna.

Jesteśmy wszyscy świadkami tej nadziei. Wzajemnie dla siebie i dla całego świata. Jest ona bezcennym skarbem chrześcijańskiego dziedzictwa. Stąd też wokół niej toczy się wiele dyskusji. Dlatego staramy się jako chrześcijanie wskazywać na jej wiarygodność każdemu, kto o nią pyta. W taki sposób poprzez namysł nad nadzieją ujawnia się jedno ze źródeł teologii. Kościół, czyli my wszyscy, chce jak najlepiej „zdać sprawę z nadziei, która w nas jest” (1P 2,15). A teolodzy w Kościele starają się wiarygodnie ją uzasadnić wobec świata.

Ośmielam się przedstawić w tak wzniosły i zarazem syntetyczny sposób także zadanie społeczności naukowej Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach: „zdać sprawę z nadziei, która w nas jest”. Pracownicy Wydziału wiążą swoje poszukiwania naukowe na pierwszym miejscu z kształceniem studentów. Staramy się jak najlepiej – przez akademickie  wykształcenie na kierunku „teologia” – przygotować do pracy przyszłych prezbiterów, katechetów, teologów. Podobnie kształcąc studentów na kierunku „nauki o rodzinie”, przygotowujemy ich do poradnictwa małżeńskiego i rodzinnego, pracy w szkołach i placówkach pomocy społecznej i innych. Zachęcam do zapoznania się z całą ofertą dydaktyczną, podaną na stronie internetowej Wydziału a także do udziału w różnych wydarzeniach organizowanych przez nasze środowisko.

W imieniu społeczności Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach dziękuję Wam za solidarne wspieranie naszego ośrodka. Dziękuję za modlitwę oraz za dary pieniężne, przeznaczone na wsparcie infrastruktury Wydziału. 

Przyjmijcie najlepsze życzenia świąteczne. Niech odrodzi waszą nadzieję nowonarodzony Jezus, Emmanuel - „Bóg z nami”!